Tytuł oryginału: American Gods
Tytuł polski: Amerykańscy Bogowie
Autor: Neil Gaiman
Premiera: 9 listopad 2016 (w tej wersji okładkowej)
Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
Liczba stron: 592
"Po trzech latach spędzonych w więzieniu Cień ma wyjść na wolność. Ale w miarę jak do końca odsiadki pozostają tygodnie, godziny, minuty, sekundy, czuje narastający niepokój. Na dwa dni przed zakończeniem wyroku, jego żona, Laura, ginie w wypadku samochodowym w tajemniczych okolicznościach - wszystko wskazuje na zdradę małżeńską. Oszołomiony Cień powraca do domu, gdzie spotyka tajemniczego Pana Wednesday, twierdzącego, iż jest uchodźcą wojennym, byłym bogiem i królem Ameryki. Razem wyruszają oni w niesamowitą podróż przez Stany, rozwiązując zagadkę morderstw, które co zimę są dokonywane w małym amerykańskim miasteczku. Jednak podąża za nimi ktoś, z kim Cień musi zawrzeć pokój..."
- lubimyczytać
Pierwszą styczność z twórczością Neila Gaimana miałam czytając "Księgę Cmentarną". Od razu pokochałam styl pisania i wyobraźnie autora. Zdumiewa mnie, z jaką łatwością wymyśla te wszystkie historie, nietuzinkowe postacie, do których moje serduszko od pierwszej strony bije szybciej. Tak, jak kocham "Księgę Cmentarną" i nie mam jej nic do zarzucenia, tak - niestety - do "Amerykańskich Bogów" mam trochę mieszane uczucia.
Zacznijmy od początku. Trzydziestodwuletni Cień za niedługo ma opuścić więzienie po trzyletniej odsiadce. Jedyne, o czym myśli to o spotkaniu swojej żony. Jednak parę dni przed wyjściem dochodzi do wypadku, w którym Laura ginie. Zszokowany Cień wraca do rodzinnego miasta, po drodze spotykając tajemniczego Pana Wednesday'a, który proponuje mu pracę. I tak oto zaczyna się historia, pełna wielu sekretów i zdumiewających zwrotach akcji.
Jak już wspominałam, Pan Gaiman potrafi stworzyć niesamowite postacie.
I tak było również w przypadku "Amerykańskich Bogów". Zacznę od Pana Wednesday'a, bo po prostu jestem w nim zakochana. Nie zwracajcie uwagi na to, że ma tysiące lat i wyglądem przypomina starszego mężczyznę. Uwielbiam jego sposób wypowiadania się, jego spryt, całą jego osobę. Sposób, w jaki autor przedstawił nam tego bohatera jest genialny. Mimo tego, że Wednesday nie należał do najmilszych postaci i tak moje serduszko przyjęło go z rozkoszą.
I tak było również w przypadku "Amerykańskich Bogów". Zacznę od Pana Wednesday'a, bo po prostu jestem w nim zakochana. Nie zwracajcie uwagi na to, że ma tysiące lat i wyglądem przypomina starszego mężczyznę. Uwielbiam jego sposób wypowiadania się, jego spryt, całą jego osobę. Sposób, w jaki autor przedstawił nam tego bohatera jest genialny. Mimo tego, że Wednesday nie należał do najmilszych postaci i tak moje serduszko przyjęło go z rozkoszą.
Kocham to, w jaki sposób Neil Gaiman opisuje postacie, można powiedzieć, drugoplanowe, ponieważ on serio o nich opowiada. To nie jest tylko napomknięcie "O teraz dam taką postać, bo jest mi potrzebna do tej sceny". Nie, autor przedstawia jej historię, jej życie, osobowość, ciągle poznajemy losy, z czego jestem bardzo zadowolona, gdyż często bywa tak, że dana osoba sobie jest i nagle PUF! Co się z nią stało? Tutaj na szczęście tego nie ma, mamy wszystko ładnie podane.
Największy plus tej książki - bogowie. Jak tylko była o nich wzmianka coś wewnątrz mnie pobudzało się do życia i z zapartym tchem czytałam te wszystkie historie, bo to, w jaki sposób jest przedstawiony świat bogów jest, dosłownie, boski. Za każdym razem Neil Gaiman zaskakuje swoją wyobraźnią i wiedzą na dany temat.
Muszę jednak przyznać, że ciężko mi się ją czytało. I tu już nie chodzi o styl pisania, bo jest bardzo przyjemny, ale o to, że nie mogłam się wdrążyć w tę historię. Akcja bardzo długo się ciągnęła, wiadomo, trzeba wszystko wytłumaczyć po kolei, aby czytelnik wiedział, jak do tego doszło. Ale dla mnie trwało to zbyt długo. Dopiero gdzieś tak ostatnie 100-150 stron przeczytałam z zapartym tchem i powiem, że te ostatnie strony, kiedy wiele rzeczy się wyjaśniało, wmurowały mnie w fotel. Szkoda tylko, że było to pod koniec książki, a nie przez jej większą część. To był minus tej powieści.
Neil Gaiman pokazuje nam, jak z czasem człowiek się zmienia, tak samo jak jego zdanie. Świat się rozwija, a my wraz z nimi i czasem zapominamy o rzeczach, które kiedyś były dla nas ważne.
~W.
★★★★★★★☆☆☆
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz