poniedziałek, 30 lipca 2018

Zagrasz mi? // Okrutna pieśń // Victoria Schwab

Okrutna pieśń
Victoria Schwab
Parę dni temu skończyłam czytać Okrutną pieśń i dopiero teraz zabrałam się za pisanie recenzji. Z autorką miałam styczność już parę lat temu, kiedy wyszedł Mroczniejszy odcień magii i jak dobrze pamiętam, to książka mi się podobała. Niestety nie miałam jeszcze przyjemności dokończyć tej trylogii, ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będzie mi to dane. Wracając, o Okrutnej pieśni słyszałam wiele, szczególnie pozytywnych opinii, dlatego postanowiłam zobaczyć o co tak wiele szumu.

Miasto Prawdziwości jest miejscem mrocznym i groźnym, gdzie każdy cień może okazać się zabójczym. Podzielone na dwie części, Południową i Północną, w których sprawowane są zupełnie różniące się od siebie rządy. W Południowym Mieście wszystko jest kontrolowane poprzez Henry'ego Flynna, dowódce jednostki militarnej zajmującej się zabijaniem potworów, natomiast w Północnym Mieście władze przejmuje sprytny i wpływowy Callum Harker, któremu udało się opanować potwory, tym samym oferując ochronę tylko tym, którzy takowe usługi wykupili.



Cała akcja rozgrywa się wokół Kate Harker - córki przywódcy Północnego Miasta oraz Augusta Flynna - wychowanka Flynnów i potwora. Niefortunne zdarzenie, w którym uczestniczyli połączyło ich losy bardziej, niż by chcieli. Wplątani w mroczną intrygę pełną tajemnic i niebezpieczeństwa, walczą nie tylko z potworami, ale także własnymi demonami.

Przyznam, że na początku książki nie mogłam się połapać, kto czym dowodzi, kto jest po czyjej stronie i jak ogólnie funkcjonuje Świat Verity. Nie raz musiałam się cofać, aby zrozumieć akcję i dialogi. Było to dla mnie trochę kłopotliwe, ponieważ co jakiś czas pojawiały się nowe informacje i nowe wiadomości do zakodowania. Jak zazwyczaj nie mam problemu z szybkim ogarnięciem się po świecie, tak w Okrutnej pieśni było to dla mnie nie lada wyzwaniem. Jednakże po pewnym czasie, gdy już się ze wszystkim oswoiłam, słowa leciały jak z procy i książkę czytało się szybko oraz bezproblemowo.

Zacznę od przyjemniejszej postaci, jaką jest August. Już na początku przypadł mi do gustu, a zaczytując się głębiej w książkę skradł moje serce. Mimo tego, że jest jednym z potężniejszych potworów, ma w sobie cechy ludzkie, które bardzo stara się utrzymać. Augustowi ciężko jest pogodzić się ze swoim pochodzeniem i swoimi zdolnościami. Należy do Sunajów, którzy specjalizują się w zabijaniu za pomocą... muzyki. Każdy z nich ma swój atrybut: do Augusta należą skrzypce. Ludzkie jedzenie jest dla niego nijakie, nie czuje jego smaku. Pożywia się wyłącznie duszą grzeszników, która przenika przez nich czerwoną poświatą. Gdy Sunaj przestaje się pożywiać, staje się ciemnością.
August jest świetnie wykreowaną postacią. Troskliwy, umiejący zachować zimną krew w obliczu niebezpieczeństwa. Ceni rodzinę i bliskich, gotowy jest stanąć w ich obronie w każdej chwili. Nie raz udowodnił swoją odwagę i zawziętość.

Co do Kate, to zupełne przeciwieństwo. Niemiłosiernie mnie irytowała. No dosłownie 3/4 książki czytało mi się ciężko tylko i wyłącznie z jej powodu. Uważa się za najlepszą ze względu na nazwisko; chodzi po szkole, jakby należała do niej. Jest oczywiście najlepsza w walce, co udowodniła podczas lekcji samoobrony, zwracając nauczycielowi uwagę, że źle prowadzi lekcję, ponieważ ona uczyła się tyle sztuk walki. Okej, rozumiem, że większość z tych sytuacji ma być po to, aby zaimponować i pokazać ojcu, że zasługuje na miano jego córki i nazwiska Harker. Serio, rozumiem to wszystko, czemu taka była itp. No ale błagam, ile można czytać o tym, jak to Kate wszystkiego szybko się domyśla, bo jest taka inteligentna i zaradna, jaka jest nieustraszona. A gdy przychodzi co do czego, zapomina o swojej sile i znajduje się w martwym punkcie. Bogu dzięki, że jednak przez te 1/4 książki przeszła jakąś przemianę? Nie wiem, jak to opisać, ale stała się bardziej znośna i pod koniec Okrutnej pieśni zapalałam do niej swojego rodzaju sympatią. Ale to dopiero pod koniec. Wszystko rewanżował August, bo nie wiem, jak bym miała wytrzymać z nią samą przez ponad czterysta stron.



Świat Verity, wykreowany przez Victorie Schwab jest niespotykany. Dominuje w nim strach i mrok, wiele przemocy i brutalności. Autorka pisze w sposób lekki i zrozumiały, zarazem nie szczędząc sobie krwawych opisów i scen walki. Jak dla mnie było to dużym plusem, gdyż nie często spotykam się z bardziej szczegółowym przedstawieniem rozlewu krwi.
Co mnie jeszcze zadziwiło to wątek romantyczny. A raczej jego brak. Zazwyczaj w powieściach młodzieżowych pojawia się taki zarodek, początek miłosnej historii, nawet lekko wplątanej. Ale nie w Okrutnej pieśni. Tutaj autorka postawiła na wątek przyjaźni, rozwijającej się z każdą przewróconą stroną.

Patrząc na całość książki jest to bardzo dobrze napisana powieść rodem urban fantasy. Znajdziecie w niej unikatowe postacie i kreatury, mądrze i niespotykanie wykreowany świat o ciekawym zakończeniu, no i oczywiście - dużo akcji. Mogę ją szczerze polecić każdemu, historia jest wprawdzie porywająca!
Mam nadzieję, że druga część utrzyma poziom albo jeszcze lepiej - okaże się lepsza! Bardzo chciałabym ją mieć już w swoich dłoniach, ale niestety stan mojego portfela mi na to nie pozwala :)
~W.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia