![]() |
| Szczygieł Donna Tartt |
Więc się za niego zabrałam.
Na początku książki poznajemy Theodora Deckera, jednego z nielicznych, który ocalał w wybuchu w muzeum w Nowym Jorku. Gdy oszołomiony budzi się wśród ruin, zabiera ze sobą ocalały obraz Szczygła, będącym zarazem jednym z ulubionych obrazów jego matki. Obraz ten będzie towarzyszył Theo w wielu podróżach: po Nowy Jork aż do Las Vegas. Obraz jest dla niego niczym bezcenny skarb, który z biegiem lat sprowadzi go ku niebezpiecznej ścieżce.
Po przeczytaniu opisu nie spodziewałam się tego, co dostanę w środku. Byłam pewna ciągłej tajemnicy, niebezpieczeństwa na każdym kroku, napięcia. A tak na prawdę sama akcja była na początku i na końcu historii. Nie zrozumcie mnie źle - książka nie jest nudna. Tylko opis (w moim mniemaniu) wskazywał na bardzo wartką fabułę, której często mi brakowało.
Autorka dobrze opisała główną postać, jaką jest Theo. Jego uczucia, rozterki, decyzje - wszystko na wysokim poziomie. Jest wiele opisów jego przeżyć, czasem bym powiedziała, że aż za dużo. Ponieważ 1/2 książki (a jest ona toporna) to samo dzieciństwo bohatera. Rozumiem, wiele się wtedy wydarzyło i Donna Tartt świetnie to rozpisała, ale momentami książka niemiłosiernie mi się dłużyła. Większość akcji, szczególnie tej mające miejsce w Las Vegas, była do siebie bardzo podobna. Setki stron o pijackich i narkotykowych wybrykach Theo i jego najlepszego przyjaciela Borisa bywały już męczące.
Również za mało mi było samego Szczygła. Wokół niego tak naprawdę miała rozgrywać się cała akcja. Brakowało mi szczegółowych opisów obrazu, dostaliśmy je praktycznie na koniec powieści. Czemu nie wpleść tego wszystkiego w całość? Pojawiały się jakieś tam opisy i emocje towarzyszące bohaterowi gdy spoglądał na Szczygła, jednak brakowało mi jakiś 'smaczków'.
Szczygieł bacznie mi się przyglądał swymi lśniącymi, niezmiennymi oczami. Ta drewniana tablica była maleńka, ,,niewiele większa od arkusza A4", jak zauważono w jednej z moich książek o sztuce, chociaż to wszystko, co wiązało się z datami i wymiarami, informacje z martwych podręczników, było tak na swój sposób nieistotne jak statystyki z działy sportowego, gdy drużyna Packers w czwartej kwarcie zwiększa przewagę o dwa punkty, a na boisko zaczyna padać drobny zmrożony śnieg. Obraz ten, jego magia i żywość, był jak ten dziwny moment rozpoczęcia śnieżycy, z zielonkawym światłem i płatkami śniegu wirującymi w kamerach, kiedy nie ma już znaczenia, kto wygra lub kto przegra, chce się tylko napawać tą zwiewną chwilą bez słów. Gdy patrzyłem na ten obraz, czułem to samo zogniskowanie na jednym puncie: na migoczącej, rozświetlonej słońcem chwili, która istniała teraz i będzie istniała na zawsze. Tylko od czasu do czasu zauważałem łańcuch na stópce ptaszka lub zastanawiałem się nad tym, jak okrutny zgotowano mu los - wzbijał się na krótko, zmuszony do powrotu zawsze w to samo smutne miejsce.
Co mnie urzekło? Jednak ta sztuka. W Szczygle mamy ją na każdym kroku - obrazy w muzeum, Rembrandt, antyki, książki, renowacja mebli, muzyka. To wszystko jest w tej książce na wyciągnięcie ręki.
![]() |
Uwielbiam sposób pisania Donny Tartt i nawet przy tej powieści, która mnie nie powaliła, nie mogę powiedzieć, że jest to słabo napisana książka. Piękny język, szczegółowe opisy i barwne postacie, to coś, za co zawsze będę ją cenić. Do samego klimatu też nie mam zarzutów. Jest to powieść na chłodne jesienne wieczory (albo na tegoroczne wakacje) i z herbatą w dłoni. Szkoda tylko, że po około 40 stronach przerywałam czytanie, by zająć się czymś zupełnie innym.
Ciężko mi to mówić, ale Szczygieł nie powalił mnie tak, jak się tego spodziewałam. Mimo barwnych postaci i cudownego języka, jestem trochę zawiedziona, że zmarnowałam na niego tyle czasu i nie urzekł mnie on tak, jak na przykład Tajemna historia. Książka nie jest tragiczna - da się przy niej spędzić miło czas. Jednak w moim przypadku większość to było odliczanie stron do końca.
Ciężko mi to mówić, ale Szczygieł nie powalił mnie tak, jak się tego spodziewałam. Mimo barwnych postaci i cudownego języka, jestem trochę zawiedziona, że zmarnowałam na niego tyle czasu i nie urzekł mnie on tak, jak na przykład Tajemna historia. Książka nie jest tragiczna - da się przy niej spędzić miło czas. Jednak w moim przypadku większość to było odliczanie stron do końca.
~W.
P.S. Słyszałam, że w 2019 ma wyjść film, gdzie główną rolę będzie grał Ansel Elgort :)
★★★☆☆ (dokładnie 3,5)


Och, nie. Czytałam "Tajemną" i podobała mi się, zgadza się, ale była też czymś zupełnie innym, niż spodziewałam się po opiniach ludzi. Jej czytanie szło mi topornie, ale rozkoszowałam się historią i dobrym językiem. Ze "Szczygłem" wiążę duże nadzieje, mam go w domu nawet w dwóch wersjach językowych, a teraz czeka na swój czas. I bardzo mi po Twojej recenzji przykro, bo rozwleczone książki to złe książki. Mimo wszystko z pewnością go przeczytam - dla wyrobienia własnego zdania, stylu pisania Donny Tartt... no i sztuki. Bo kocham sztukę w literaturze.
OdpowiedzUsuńŚciskam,
S.
Kurczę, smutne, że tak odliczałaś do końca tylko:( Bardzo zniechęca mnie to do przeczytania... a tak tu zajeżdża artyzmem, a to uwielbiam! Ale jestem rozdarta, nie wiem co robić
OdpowiedzUsuńBuziaczki i zapraszam do siebie ♥
http://sleepwithbook.blogspot.com/2018/07/spojna-caosc-zakonczona-zima-koloru.html
Warto spróbować, może akurat Tobie przypadnie do gustu! :)
Usuń